<!– @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } –>

…jak reklamuje swoją wycieczkę pewne czarnogórskie biuro podróży. W tym roku udało mi się tam pojechać. Ten kraj bardzo różni się od tego, co znamy.

Granica Sukobin/Muriqan na szczęście jest dużo bardziej cywilizowana (i mniej zatłoczona) niż nasze nieodległe Hrebenne/Rava Ruska, więc staliśmy jakieś 15 minut. Potem obowiązkowo sklep z pamiątkami. Pilot nalewa koniaku Skënderbeu, a pierwszym miastem na trasie jest Shkodër. Oglądamy m.in. nowiuśki meczet i cerkiew (za komuny wszystkie obiekty religijne zniszczono) oraz typową ulicę (najłatwiej tam kupić… telefon komórkowy). Obejrzeliśmy też resztę miasta z okien autobusu i pojechaliśmy w kierunku Tirany. Miasta te dzieli odległość 90 km. Jak podawał pilot, w zeszłym roku pokonywali ją w 4 – 5 h. Dzisiaj, dzięki środkom Unii Europejskiej, wyremontowano cały odcinek (oprócz mostów), dzięki czemu jest ona na poziomie europejskim. Po drodze zatrzymujemy się przy dużym skupisku bunkrów. Oglądamy efekty szaleństwa Envera Hodży, który, panicznie (i bezzasadnie) obawiając się ataku ze strony Jugosławii, wybudował całą masę umocnień, zamknął i odizolował państwo. Z użytego na nie materiału można było zbudować mieszkania dla wszystkich Albańczyków. Jak wiemy, żadnej wojny nie było, a bunkry dzisiaj służą do składowania siana. Strzelano w nie zaś tylko podczas kontroli jakości (oczywiście z budowniczym w środku :-)). Dojeżdżamy do Tirany, ale skręcamy na drogę autostradopodobną (!) i jedziemy do Durrës. To największy i najważniejszy port w Albanii. Ma też świetne plaże, które coraz chętniej są odwiedzane przez zagranicznych turystów. Podziwiamy miasto (jest dosyć stare) i jedziemy z powrotem do Tirany. Tam możemy oglądać m.in. Uniwersytet Matki Teresy (i sfotografować się z nią samą na dziedzińcu), stadion, teatr, operę i bank narodowy (wszystko z zewnątrz). W czasie wolnym wyjeżdżamy windą na szczyt SkyTower i fotografujemy panoramę miasta. Jeszcze jednym charakterystycznym budynkiem jest byłe mauzoleum Envera Hodży, obecnie biurowiec i dom kultury. Na własne oczy przekonujemy się, że Albania to biedny kraj – przechodziliśmy przez niewielki park, a mimo to żebraków tam nie brakowało.

Cechy charakterystyczne

Albania ma kilka cech charakterystycznych. Niektóre z nich są dosyć ciekawe, a oto one:

  • mercedesy – to najbardziej pożądane samochody w tym kraju. Wiek nieważny.

  • obce rejestracje – Albańczycy nie przerejestrowują samochodów przy sprowadzaniu zza granicy, więc na ulicach roi się od rzekomych Włochów, Niemców czy Anglików.

  • bunkry – im bliżej jugosławiańskiej (czyli czarnogórskiej, serbskiej i macedońskiej) granicy, tym ich więcej.

  • flagi – bardzo częsty widok, zwłaszcza na budowach. Czasem też wieszane są flagi krajów, w których inwestor zarobił na dane przedsięwzięcie.

  • beczki – w związku z problemami z energią elektryczną woda grzeje się w beczkach na dachu. Są na absolutnie każdym budynku.

  • patroni – występuje najczęściej Matka Teresa (przykład – lotnisko i uniwersytet w Tiranie) lub Gjergj Kastrioti – Skënderbeu (bohater wojen przeciwko Turkom w XV wieku).

  • wesela – bardzo kolorowe, jak kogoś stać to trwają nawet 8 dni.

  • zabytki – sakralnych brak, a i innych Hodża nie oszczędzał

  • kontrasty – budynki mieszkalne zwykle brzydkie i zniszczone, bardzo ładne zaś są salony operatorów komórkowych i banki.

Słowem – warto poczuć klimat Albanii, zanim zzachodnieje.

spacemaker

Napisz odpowiedź